niedziela, 30 kwietnia 2017

INSPIRATIONS: Ami☆Aya 鈴木姉妹

Dokleiłam sobie sztuczne rzęsy i mam teraz tak ciężkie powieki, że najchętniej chodziłabym z zamkniętymi oczami. W tym przypadku najmądrzejszym rozwiązaniem byłoby odklejenie tego utrapienia, ale to pierwszy raz od jakiegoś czasu, kiedy mama powiedziała, że mój makijaż nie jest 'chamski' (cokolwiek to znaczy), więc mam zamiar pozostać w nim jak najdłużej i mieć zasłonięte 30% widoku.
Dzisiaj chciałabym napisać o bliźniaczkach Ami i Ayi, urodzonych w Hamamatsu w prefekturze Shizuoka. W wieku 15 lat przeprowadziły się do Tokio by spełniać marzenia o zostaniu artystkami. Po dwóch latach zaczęły pojawiać się w magazynach poświęconych modzie. Obecnie 28 lat i obie są modelkami, w dodatku są dyrektorkami marki odzieżowej Jouetie. Założyły własny duet muzyczny AMIAYA i często są również DJkami na różnych imprezach. Swojego czasu regularnie pojawiały się w magazynie Pop Sisters, obecnie można je czasem zobaczyć w NYLON JAPAN. Wielokrotnie były organizatorkami różnych eventów modowych, które pomogły im w zdobywaniu popularności.

Aya (starsza) i Ami (młodsza)

☆MUZYKA☆

piątek, 31 marca 2017

Half-dead, but I hope it's not too late to take some action and change my fate

Ostatnio ze względu na sporą dawkę stresu zapewnioną przez szkołę nie mogłam normalnie funkcjonować i straciłam jakiekolwiek zainteresowanie światem zewnętrznym, lecz wraz z rozpoczęciem weekendu odzyskałam (jakieśtam) chęci do życia. Fakt, że posiadam to małe miejsce w internecie codziennie odpycham myślami o nauce i o tym, jak bardzo bym siebie znienawidziła, gdybym dostała słabą ocenę. Przez ten cały czas co mnie 'nie było', dość dużo się u mnie wydarzyło. W mojej szkole odbył się, hm... konkurs talentów (czycośtam) i o dziwo udało mi się wygrać w kategorii 'muzyka'. Szczerze powiedziawszy ciągle jestem w lekkim szoku, ponieważ nigdy bym się tego nie spodziewała. Ogromnie się bałam występu, nawet podczas wchodzenia na scenę żałowałam, że się w ogóle zgodziłam śpiewać. No cóż, chyba nie trzeba było się tak stresować.
Inną rzeczą, z której jestem całkiem zadowolona jest fakt, że powoli zaczynam zmuszać siebie do poznawania ludzi i wychodzenia z domu. Najwyższy czas zrobić coś ze swoim życiem, zwłaszcza, że niedługo stuknie mi siedemnastka. Geeez, czuję się taka stara.

niedziela, 19 lutego 2017

DIY: Bloody candles


Chodzenie bez soczewek jest tak uciążliwe, że mam ochotę sobie oczy wydłubać. Ostatnio byłam u okulisty i okazało się, że mam astygmatyzm, którego poprzedni lekarz nie wykrył. Z jednej strony szkoda,  że będę teraz miała mniej soczewek do wyboru, a z drugiej to dobrze, że w ogóle jakieś kolorowe są. Wreszcie kupiłam potrzebne świeczki do zrobienia tego DIY. Zawsze zapominałam, żeby je kupić, ale z okazji 14 lutego w sklepach jest ich masa, więc ciężko by było je przeoczyć. I tak o wiele łatwiej byłoby mi użyć takich długich świec, lecz były jedynie takie plastikowe z białym woskiem wewnątrz, to niestety zostałam zmuszona kupić takie malutkie, które na szczęście spisały się lepiej, niż sądziłam.
Potrzebne są: 
Zapalniczka
Biała i czerwna (lub inna) świeczka
Kawałek papieru do podłożenia
Rozpal świeczki, żeby odrobina wosku się roztopiła.
Zacznij powoli polewać świeczkę. W zależności od tego, jaki efekt chcesz uzyskać, zmieniaj odległość lania wosku.

Kiedy wosku będzie mało, zacznij kręcić świeczką na różne strony, by to, co zostało dookoła się roztopiło.


Gotowe! Swoje zrobiłam na dwa sposoby: tę po lewej polewałam woskiem z odległości 5/6cm, a tę po prawej bezpośrednio nad świecą. Mam nadzieję, że się podoba. uwu 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Now we are strangers lost in a see full of sighs

Niedawno rozpoczęłam długo wyczekiwane ferie, lecz jak na złość wciąż nie mogę przestawić się z trybu życia 'szkoła'. Uważam, że zasłużyłam sobie na chwilę wolnego, zważywszy uwagę na fakt, jak wiele stresu zapewnia mi nauka. Miałam w planach uczyć się na zaś geografii i matematyki, leeecz podejrzewam, że znajdę o wiele ciekawsze zajęcie typu granie w simsy czy drażnienie kota, którego bardzo kocham! W sobotę zawitała u mnie Julia, na którą czekałam od... hm, września, no ale w końcu się doczekałam. Uwielbiam spędzać z nią czas, nawet siedząc w milczeniu czuję się wyjątkowo komfortowo. Dziś cały dzień spędziłyśmy na graniu i wcinaniu dobrego jedzonka (Juleńka jest super kucharką!).
A teraz odrobina zdjęć, jak widać zaczęłam się rozkręcać. Niedawno zmieniłam kolorek włosów, więc te na zdjęciach to już przeszłość, hehe. Powróciłam do purpury, która po raz pierwszy zawitała u mnie we wrześniu. Marzą mi się farby Manic Panic, lecz ich ceny są dość wysokie, wiec niestety muszę się zadowolić tymi ze Schwarzkopfa.