niedziela, 22 marca 2015

I know you've been misbehaving

Jak normalni ludzie reagują na dobre wiadomości? Zapewne się bardzo cieszą, skaczą, krzyczą, może uronią nawet kilka łez, ale na pewno nie zaczną wyć, jakby się dowiedzieli, że zaraz mają umrzeć i nie zdążą obejrzeć ulubionego serialu do końca. No, ale jak już wiadomo- ja do normalnych nie należę. W czwartek, na trzeciej lekcji, pisałam sobie test z historii. Nagle wchodzi do sali pewna dziewczyna, mówiąc, że pani od niemieckiego mnie prosi. No to chyba już wiadomo, o co chodzi. Dokończyłam test w ciągu pięciu minut i opuściłam salę. Ledwo mogłam ustać na nogach, wszystkie siły ode mnie odleciały i opierając się o ścianę, schodziłam z trzeciego piętra na parter. Do głowy przyszedł mi najgorszy scenariusz... czyli jeden z dwóch, bo nie było więcej możliwości. Jestem pod salą, otwieram lekko drzwi, a obecne w niej osoby zaczęły klaskać i mi ogromnie gratulować, a ja stałam w miejscu i nie wiedziałam co zrobić, no to najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać. Zapewne miałam przeokropną minę, a głos jeszcze gorszy. Dwunaste miejsce w województwie to nie tak źle, nie? Przepraszam, że tak tyle o tym piszę, ale to jest chyba moje największe osiągnięcie w życiu. Btw, 12 to chyba moja szczęśliwa liczba. Urodziłam się 12 kwietnia, imieniny obchodzę 12 grudnia, 12 stycznia powstał ten blog, to również mój numer w dzienniku oraz jak już mówiłam- miejsce w olimpiadzie. Całkiem fajnie, nie? Mam nadzieję, że ta liczba będzie mi jeszcze w przyszłości towarzyszyć. Nie obraziłabym się, gdyby ktoś mi przypadkiem chciał podarować 12 milionów dolarów.  

Przekaz tak jak  sukienka- bardzo jasny.

niedziela, 8 marca 2015

Don't go screamin' if I blow you with a bang

Jestem świeżo po III etapie olimpiady z niemieckiego i postanowiłam, że zdam małą relację. Test miał się rozpocząć o 13, ale wraz z nauczycielką wyjechałyśmy dwie godziny wcześniej,  dzięki czemu załapałyśmy się na ekscytujące zakupy do biedry. Do szkoły, w której odbywał się konkurs dojechałyśmy 30 minut przed czasem. Ludzi było całkiem sporo, bo 44 uczniów+ jeszcze ich nauczyciele.Wszyscy mieli miny, jakby się dowiedzieli, że właśnie idą do komór gazowych i nie mają możliwości odwrotu. Następnie pewna pani wykrzykiwała, co mamy robić przed wejściem do sali, lecz ja nie słuchałam, wolałam skupić się na (dość zabawnym dla mnie) widoku siostry, która robiła swoim podopiecznym znak krzyża na czole.  Następnie losowaliśmy jakieś numerki, odpowiadające konkretnej ławce, w której będziemy siedzieć. Ja, największa szczęściara pod słońcem, miałam numer 43, czyli miejsce na samym przodzie sali, a przede mną siedziała ciągle spoglądająca na mnie wzrokiem pełnym nienawiści i podejrzeń (a przynajmniej odniosłam takie wrażenie) pani z komisji. Gdy już wszyscy znaleźli się na sali, dyrektorka tego technikum zaczęła opowiadać o swojej szkole przez jakieś 15 minut, licząc, że może ktoś z nas będzie chciał tam się dostać. Następnie mikrofon przejął pewien pan z czegośtam, zawierającego w nazwie słowo 'oświaty'. Powiedział kilka słów od siebie i przeszedł do wyczytywania śmiesznych nazwisk (na przykład taka 'Kruszewska', haha, no serio współczuję) i rozdawania kartek z gratulacjami, odnośnie dostania się właśnie do tego etapu. Osoby, które miały swoich znajomych w sali otrzymały jakieś lekkie brawa, a panny w 20-centymetrowych szpilach same sobie je zapewniły. Potem już tylko rozdano nam testy i rozpoczęliśmy pierwsze zadanie- słuchankę. Do odtworzenia nagrania użyto jakże specjalistycznego sprzętu, jakim było radio i przyłożony do niego mikrofon. Już po wysłuchaniu tych jakże wyraźnych rozmów przeszliśmy do uzupełniania wywiadu z kobietą-pilotem. To akurat było całkiem proste. Następne było okropne zadanie czwarte. Do podanej biografii trzeba było napisać imię i nazwisko pisarza oraz wymienić jedno jego dzieło i je opisać, no supi. Kolejne zadania były dość łatwe, a ostatnim było napisanie listu. Cały test zakończyłam 20 minut przed czasem, no i nagle zaczęły mnie nachodzić myśli, jak zareagowałaby komisja, gdybym wstała, wzięła te kilka spiętych zszywaczem kartek i podarła je komisji przed oczami. Ale nie, zachowałam klasę i gdy już był koniec czasu, odłożyłam kartkę i wyszłam, nie mówiąc 'do widzenia', ależ ze mnie złoczyńca. Gdy już znalazłam się na korytarzu nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy może też płakać. Jestem już tym wszystkim zmęczona, ale czekaj, przecież za dwa tygodnie ustny!

Just my edit