niedziela, 12 kwietnia 2015

And you can’t see the weight in the heart.

Wreszcie nadszedł ten dzień- dzień moich piętnastych urodzin. Miałam dzisiaj nawet mini przyjęcie rodzinne, co było całkiem miłe, ponieważ ostatnie takie miałam... 6 lat temu? Teraz się tak zastanawiam, jak to jest mieć przyjaciół i zrobić sobie b-day party... nie w tym życiu. Ludzie nie są mi aż tak potrzebni, ale jednak miło by było mieć kogoś, kto cię lubi i nie mieszka średnio 200km od ciebie. Cieszy mnie jednak fakt, że za tydzień przyjeżdża moja Julia, z którą się znam od 12 lipca 2012 roku! Chyba coraz bardziej zaczynam wierzyć w magię tej liczby.
W ogóle zauważył ktoś, że zaczęłam pisać notki regularnie, czyli co dwa tygodnie w niedziele? Tym razem niestety nie udało mi się, ponieważ tydzień temu wróciłam od babci bardzo późno i w dodatku ledwo żywa, a więc już nie byłam w stanie. Ale nic straconego, w przyszłym tygodniu będzie trochę wcześniej i może nawet jakieś zdjęcia się pojawią? Fajnie by było w końcu się pokazać, lecz obawiam się, że część mnie, bądź nawet moją całość trzeba będzie zamazać. Przyznam, że nie lubię edytowania swoich zdjęć, ponieważ to jest takie... oszukiwanie siebie samego. Co z tego, że na jednym zdjęciu wyjdziesz ładnie, skoro na żywo wyglądasz jak tysiąc nieszczęść i jeszcze jedno? Gorąco pozdrawiam w tym momencie internetowe gwiazdki, ja bym tak żyć nie mogła.

And the only thing that I like.