niedziela, 20 września 2015

REVIEW: BUNNY 3 COLOR GRAY

Dzisiejszy post będzie recenzją soczewek BUNNY 3 COLOR GRAY, które dostałam od Klenspop!


Soczewki przyszły bardzo szybko, dokładniej mówiąc po równym tygodniu od wysłania. Gdy otworzyłam paczkę, zobaczyłam bardzo dokładnie owinięte folią bąbelkową pudełeczko oraz instrukcję jak zakładać soczewki i jak o nie dbać. Po rozpakowaniu pudełeczka ukazały się przede mną soczewki w słoiczkach, pojemnik na nie oraz szczypce do ich wyciągania. Bardzo przypadło mi do gustu to pudełko i nie mam zamiaru go wyrzucać, nawet, gdyby mi miało zalegać w szafce, haha.





Gdy zakładałam lewą soczewkę miałam lekkie problemy, ponieważ ciągle mi się zwijała, przez co podrażniłam sobie trochę oko. Przez najbliższe 3 godziny odpuściłam sobie ich założenie, ponieważ bałam się, że będzie mnie piekło (już tak kiedyś zrobiłam, cii). Pozwoliłam oku trochę odpocząć, aż przestało być zaczerwienione i po tym czasie znów podjęłam próbę ich nałożenia, tym razem udaną. Gdy już odeszłam od lusterka i mogłam dokładniej przyjrzeć się mojemu pokojowi to pierwszą reakcją było 'OMG TEN ŚWIAT MA KONTURY'. 

WYGODA: Soczewki są mega wygodne! W ogóle ich nie czuję i mogę w nich chodzić cały dzień. Z przyzwyczajenia do poprawiania okularów co chwilę dotykam swojego nosa, by przypomnieć sobie, że nie mam ich założonych.




WYGLĄD: Początkowo obawiałam się, że nie będzie ich w ogóle widać, ponieważ mam szaro-żółte oczy. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że się myliłam! Wyglądają bardzo naturalnie i pomimo, iż jestem fanką tych nienaturalnych to i tak uważam, że są wspaniałe. Szczerze mówiąc nawet nie potrafię dobrze wskazać, gdzie zaczyna się ten moment przejścia z mojego żółtego koloru na ten na soczewce.




Jeśli ktoś z Was poszukuje soczewek, które mają naturalny wygląd to śmiało mogę wam polecić ten model!

Pokazanie mojej twarzy zajęło mi prawie trzy lata. Nawet teraz przed publikacją posta wciąż się waham i zastanawiam się, czy może pozostawić tylko te zbliżenia na oczy. Niestety nie należę do ładnych osób. Mam nadzieję, że mój wygląd niczego nie zmieni. 

niedziela, 13 września 2015

I hope you die by my side

Właśnie przeglądam Feminotekę i dodaję masę książek, które chciałabym mieć, do zakładki 'I tak mnie nie stać'. Zapewne przez najbliższe 8 miesięcy niczego poza lekturami nie przeczytam, więc nawet nie opłaca mi się zbierać pieniędzy. W poprzednią niedziele byłam zbyt zdołowana, by napisać cokolwiek. Skończyło się na tym, że zaczęłam się użalać nad sobą i płakać, a takie posty nie mają najmniejszego sensu. Poprawiłam sobie odrobinę samoocenę ocenami, które już zdążyłam dostać. 4 z kartkówki z historii to w moim przypadku niezły wyczyn. W dodatku moja klasa za najlepszą średnią w gimnazjum w poprzednim roku pojechała na darmową wycieczkę w piątek, wooohoooo.
W  dzisiejszym poście jest coś nietypowego, mianowicie... dodam zdjęcia mojej stylizacji, oh god. Szczerze mówiąc długo się zastanawiałam nad tym czy je dodać, bo chyba na blogu jeszcze nie publikowałam (może poza jednym/dwoma) swoich zdjęć i dziwnie się z tym czuję. Nie chciałam jeszcze pokazać tak dokładnie mojej twarzy, ale w końcu przyjdzie i na to czas, a mianowicie w najbliższym poście. Tennis skirt, którą na sobie mam dorwałam na vinted za 18PLN, co jest dla mnie mega śmieszne, ponieważ takie chodzą tam śrenio po... idk, 70PLN? Miałam ogromne szczęście i w dodatku jej rozmiar jest idealny.
Btw. zapraszam na mojego aska, który nie żyje i pewnie do życia nie powróci.






Tennis skirt - vinted / Bluzka - C&A / Kurtka(?) - Lump / Tattoo choker - Allegro