niedziela, 17 stycznia 2016

REVIEW: FASHION GRAY

Dzisiaj przychodzę z kolejną recenzją soczewek od Klepspop- FASHION GRAY, o której wspominałam w poprzedniej recenzji.


Soczewki przyszły do mnie razem z BUNNY COLOR BROWN. Jak już mówiłam w tamtej recenzji, przesyłka przyszła bardzo szybko, około po tygodniu od wysłania. Pudełka były mocno owinięte folią bąbelkową. Do każdej pary była dołączona plastikowa pęseta oraz pojemniczek.





WYGODA: Gdy założyłam je po raz pierwszy musiałam je po dwóch minutach zdjąć. Lewa soczewka strasznie zaczęła mnie kłuć. Czyściłam ją kilka razy ale niestety to nie pomagało. Odpuściłam sobie ponowne ich założenie i zrobiłam to dopiero następnego dnia. Na początku nic się nie działo i bardzo mnie to cieszyło, lecz po około pół godzinie znów to poczułam w dokładnie tym samym miejscu (u góry po prawej stronie). Byłam wtedy niestety w Kielcach i nie mogłam nic z nimi zrobić, więc przetarłam oko kilka razy, aż w końcu przestało boleć. Gdy wróciłam do domu, nic się nie działo i szczerze mówiąc kompletnie o nich zapomniałam. Odezwały się dopiero po jakimś czasie, więc zdjęłam je, dokładnie oczyściłam i stwierdziłam, że na dzisiaj je zdejmę. Miałam jeszcze takie sytuacje przez kilka kolejnych dni, aż w końcu przestało się to dziać. Nie mam pojęcia, czym mogło być to spowodowane. Obecnie chodzę już w nich od pół miesiąca i nie mam z nich żadnych problemów, noszę je całymi dniami i nic się nie dzieje. 






WYGLĄD: Uważam, że są wspaniałe. Zawsze chciałam mieć czarne soczewki. Gdy je pierwszy raz założyłam i okazało się, że mi przeszkadzają, byłam strasznie smutna, ponieważ tak bardzo mi się spodobały. Na szczęście mogę je teraz nosić bez problemu. 




wtorek, 12 stycznia 2016

Dying hope in this town of strangers

To już trzy lata. Naprawdę nie rozumiem, jak ten czas mógł tak szybko zlecieć, przecież dopiero co pisałam pierwszego posta, zyskałam pierwszy komentarz i obserwatora. Nie mam pojęcia, czy przez ten czas się zmieniłam. Jedyne co potrafię zauważyć to fakt, że wzrosła moja umiejętność pisania i coraz lepiej to mi wychodzi. Gdy czytam stare posty to krew mnie zalewa i mam ochotę wszystko edytować, no ale przecież nie na tym to polega. W ciągu tych trzech lat ogromnie wiele dobrych i złych rzeczy mnie spotkało, ale dziś skupię się na tych dobrych. Na początku chciałabym zrobić takie małe podsumowanie mojej 'blogerskiej kariery'.


Nie wiem, czy to dużo. Jest wiele blogów, które w ciągu tych kilku lat zdobyły ponad 1000 obserwatorów. Mimo wszystko nie narzekam. Szczerze mówiąc wątpiłam, bym kiedykolwiek miała 100 obserwatorów, a tu proszę, prawie 200. Dziękuję każdemu, kto chciał poświęcić kilka sekund, by dodać się do listy czytelników. Naprawdę nie zdajecie sobie sprawy, jak wiele dla mnie znaczycie.
Teraz odejdę od tematu bloga, chciałabym powiedzieć o najważniejszych rzeczach które od jego założenia mi się przytrafiły. 24 marca 2013 roku zostałam adminką na stronie Pastel Goth. Od tego czasu moje internetowe życie zaczęło rozkwitać. Dzięki tej stronie poznałam wspaniałą Ayame, z którą zaczęłam pisać w sierpniu. 18 października tego samego roku zaproponowała mi objęcie stanowiska admina Polish Asian Style i nigdy nie mam zamiaru zrezygnować z pełnienia tej funkcji. Dzięki temu poznałam grupę cudownych osób, z którymi wspaniale współpracuje. Ostatnio rozpoczęliśmy działalność na YT. Możliwe, że pewnego dnia i ja się pojawię w jakimś filmiku. Strona ciągle się rozwija i jestem dumna, że mogę uczestniczyć w jej tworzeniu. Rok 2014 był bardzo nudny i szczerze mówiąc nic z niego nie pamiętam, może to dobrze. Największym sukcesem 2015 było zostanie laureatką z niemieckiego, przez co kilka dni nieustannie płakałam ze szczęścia.
Cieszę się, że mam miejsce, gdzie mogę o tym wszystkim napisać i że istnieje garstka osób, które to przeczyta. Chcę Wam powiedzieć, że jesteście dla mnie niezwykle ważni. Mam nadzieję, że każdy kolejny dzień będzie dla Was coraz lepszy.

niedziela, 3 stycznia 2016

I can feel it in my bones, I'm gonna spend my whole life alone

Bardzo dziwnie mi z myślą, że mamy już styczeń. Myślałam o tym, by zrobić podsumowanie minionego roku, ale raczej nic nowego ono nie wniesie. Aż przejrzałam wszystkie posty, które napisałam i pozwolę sobie siebie zacytować: "Chciałabym, żeby ten rok był zdecydowanie lepszy od poprzednich, ale i tak zapewne wiele nie będzie się różnił.". No cóż, wcale się nie myliłam. Cieszę się, że udało mi się miło spędzić Sylwestra. Szczerze mówiąc bardzo go nie lubię i zawsze, gdy przez okno oglądam fajerwerki... płaczę. To bardzo żałosne i pewnie jeszcze żałośniej wygląda, ale nie lubię zmian. Smuci mnie, że czas tak szybko mija a ja nie potrafię go wykorzystać.
Ten rok będzie dla mnie miał szczególne znaczenie i muszę przyznać, iż bardzo się go boję. Jeszcze w tym miesiącu zobaczę się z Julią po... no właśnie, po prawie czterech latach naszej internetowej znajomości. Przez ten czas stała się dla mnie jedną z najważniejszych osób na świecie. W kwietniu będę obchodzić 16 urodziny i ani trochę nie cieszę się z tego. Mam dziwne wrażenie, że od tego czasu będzie coraz gorzej i nie mam pojęcia, w jaki sposób. Kilka dni później będę zmuszona napisać egzamin i cieszę się, że dla mnie będą to tylko dwa dni i gdy inni będą pisać część językową, ja zostanę sobie w domu. 
Planuję dokonać zmian w moim wyglądzie. Chciałabym wreszcie schudnąć, ponieważ robię sobie małą nadzieję, że dzięki temu stanę się chociaż odrobinę ładniejsza. Zapewne fajnie jest spojrzeć w lustro bez żadnych negatywnych myśli, nie płakać z powodu tego, jak się wygląda.

Chciałabym Wam wszystkim życzyć... no właśnie nie wiem czego. Żebyście odważyli się dokonywać zmian, uwierzyli w siebie i traktowali na równi z innymi, byli dumni z własnych osiągnięć, nawet tych drobnych, a nie z rzeczy, na które nie macie wpływu. Żebyście nie skupiali się na przykrych momentach z przeszłości, tylko patrzyli przed siebie i spełniali marzenia. I nieważne, czy jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga, czytasz to przypadkiem bądź w ogóle tego nie robisz i nawet nie wiesz o moim istnieniu.