niedziela, 28 lutego 2016

I love playing with fire and I don't wanna get burned

Ostatnio, gdy rozmyślałam o blogu, zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak zaczynam posty i chodzi mi tutaj o te kilka pierwszych zdań. Przejrzałam kilka poprzednich notek i zauważyłam, że w dość pesymistyczny /zresztą bardzo mi bliski/ sposób, czego główną przyczyną jest szkoła. Dlatego tym razem postanowiłam, że ten post rozpocznę dość miłym akcentem, mianowicie chciałabym gorąco podziękować za równe 200 obserwatorów oraz 50.000 wyświetleń. Nawet nie wiecie jak bardzo jestem za taki wynik wdzięczna wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Wiem, że niektórzy potrafią osiągnąć taki wynik w niecały rok, lecz nie jestem nikim szczególnym, więc jak na taką osobę jak ja to bardzo dużo.
W poprzednim poście mówiłam o tym, że dzisiaj pojawi się coś przełomowego, lecz jednak nie uważam, że można to takim nazwać. Wybrałam się na pierwszą w moim życiu 'sesję na bloga'. Dla niektórych to norma, dla mnie coś ogromnie niezręcznego, ponieważ nie umiem pozować i dodawanie masy swoich zdjęć jest dość... krępujące?  Cóż, mam nadzieje, że z czasem się to zmieni. Za zdjęcia dziękuję moim przyjaciółkom, jedna z nich założyła nawet bloga- xMikuxx. Mam nadzieję, że nie wyglądają źle.
Zdjęcia robiłyśmy w jakiś opuszczonym budynku. Legenda mówi, że dawno temu miała tutaj powstać biedronka. Od tego czasu stał się miejscem spotkań lokalnych satanistów oraz został zamalowany przeróżnymi hasłami. Swojemu ulubionemu poświęciłam ostatnie zdjęcie, ponieważ zbyt rzadko spotyka się takie w naszym kraju.










Bluzka- SH  Spódnica- Vinted  Buty- Vinted  Tattoo choker- eBay

niedziela, 21 lutego 2016

REVIEW: ELLEN PANDA BLUE

Dzisiaj napiszę o kolejnej parze soczewek od Klenspop, mianowicie o ELLEN PANDA BLUE. Mam nadzieję, że nie przeszkadza fakt, iż niedawno była już jedna recenzja, aczkolwiek czas mnie goni i wypadałoby ja napisać. W kolejnej notce pojawi się coś 'przełomowego', lecz bez pomocy przyjaciółek nigdy bym nawet nie pomyślała o tym.


Soczewki przyszły do mnie razem z Ellen Panda Brown, których recenzję postaram się zrobić dopiero za jakiś czas. Na tę przesyłkę musiałam czekać ok. 3 dni dłużej niż na poprzednie, ale to żaden problem. Pudełko było zawinięte folią, a wewnątrz w foliowej torebce jak zwykle pudełeczka z soczewkami, pojemniczki oraz tym razem jedna pęseta, co uważam za dobre rozwiązanie, ponieważ mam już ich nadmiar. Jak widzicie pudełko z soczewkami jest inne, na zdjęciu wygląda na żółte lecz w rzeczywistości wpada trochę bardziej w zielony.





WYGODA: Są niesamowite. Nie mam pojęcia co mogę o nich powiedzieć o nich pod względem wygody, ponieważ tak wspaniałych soczewek jeszcze nigdy nie miałam na oczach. Podejrzewam, że to ze względu na ich dość spory rozmiar. Oczy nigdy w nich mnie nie swędzą, miałam je założone kiedyś przez ponad 30 godzin /przy czym zdjęłam je na 5 minut, ponieważ myślałam że pójdę spać, a jednak nie poszłam + tak, wiem, to bardzo złe z mojej strony/ i nie sprawiały mi najmniejszego problemu.





WYGLĄD: Bardzo podoba mi się ich rozmiar, zawsze chciałam mieć soczewki, które znacznie powiększają oczy i wreszcie się doczekałam. Bardzo podoba mi się ich kolor i uważam, że zimne kolory mi pasują. Jedynie ich zewnętrzna obwódka jest troszkę za cienka i widać mi przez nie białko, ale można to zauważyć tylko wtedy, gdy się dokładnie przyjrzy i nie przeszkadza mi to ani trochę.




niedziela, 7 lutego 2016

You should learn how to say no

Jestem bardzo zmęczona, mimo że dzisiejszy dzień spędziłam nic nie robiąc. Od około trzech tygodni nie dodałam żadnego posta i chciałabym za to przeprosić, ale niestety nie mogłam znaleźć na nic czasu. W ten weekend zregenerowałam swoje siły dzięki czytaniu uroczych internetowych komiksów /może zrobię kiedyś post z moimi ulubionymi? nice idea/, oglądaniu śmiesznych filmików i przeglądaniu eBaya, nie potrzebuję wiele do szczęścia.
Tegoroczne ferie były wspaniałe, najwspanialsze ze wszystkich. Po kilku latach znajomości wreszcie zobaczyłam się z Julią. Przyjechała do mnie niestety tylko na kilka dni, lecz już planujemy, że w wakacje zobaczymy się dwa razy. Czas spędziłyśmy głównie grając i oglądając filmy oraz robiąc zakupy życia w lumpie, czyli niezbyt nadzwyczajnie, ale byłam szczęśliwa spędzając z nią każdą chwilę.
Długo zastanawiałam się, o czym mogłaby być dzisiejsza notka i pomyślałam, że dawno nie było żadnych inspiracji. Przeglądając tumblra rzuciło mi się w oczy kilka ładnych, welurowych ubrań, więc postanowiłam, że zrobię velvetinspo. Uwielbiam wszystko, co welurowe, sama posiadam niezłą kolekcję ciuszków z tego materiału. Większość z nich kupiłam w lumpeksach, lecz nigdy ich nie nosiłam, ponieważ wyglądałam w nich 'niespecjalnie' /żeby nie mówić odpychająco/, lecz kosztowały niewiele i szkoda było ich nie wziąć. No cóż, enjoy.