sobota, 23 kwietnia 2016

Old gum is all you'll ever be to me

Chciałabym przeprosić z całego serca za prawie miesięczną nieobecność. To nie tak, że przechodziłam setny kryzys blogerski i zwątpiłam w sens istnienia bloga, czy też brakowało mi tematów. Szczerze mówiąc, było wprost przeciwnie, pomysłów mam tak dużo, że aż jestem pod wrażeniem samej siebie. Dzień w dzień siedziałam do pierwszej (czasem nawet drugiej...) w nocy nad książkami, popijając obrzydliwą kawę. W ciągu tego czasu zrobił mi się masakryczny brud w pokoju. Cóż, syf jest u mnie zawsze i ani trochę mi on nie przeszkadza (w przeciwieństwie do mamy), aczkolwiek tym razem stwierdziłam, że jeśli w kubkach po kawie robi się jakiś podejrzany nalot, to jest już nie najlepiej. Obecnie jestem po ogarnięciu ubrań, czekają mnie stosy książek, zeszytów i skanów. Odnośnie samych egzaminów to jestem z siebie całkiem zadowolona, aczkolwiek płakałam przez część przyrodniczą. Chemia, fizyka i geografia były dość proste, ale biologia jest chyba jedynym przedmiotem, z którego (poza genetyką) nic nie umiem. To właśnie nad nią siedziałam do drugiej w nocy, lecz nic mi to nie dało i zawaliłam ją po całości. Matematyka oraz polski poszły mi bardzo dobrze, ale były wprost banalne, więc co się dziwić. Na początku jak zobaczyłam, że trzeba było napisać charakterystykę przeraziłam się, ale akurat dzień wcześniej godzinę przed spaniem przejrzałam sobie notatkę z zeszytu o postaci, którą zdecydowałam się opisać. Za to z matematyki 10 minut przed wejściem do sali przypomniałam sobie wzór na objętość kuli, wydaje mi się, że miałam całkiem sporo szczęścia. W środę z racji, że nie pisałam części językowej, nie musiałam iść do szkoły i wreszcie sobie odpoczęłam. Cieszę się, że mam już to wszystko za sobą, mimo to nie czuję tej wolności, z którą identyfikowałam czas po egzaminach. Cóż, przynajmniej wreszcie mogę się bardziej skupić na sobie. W piątek byłam na dniu otwartym szkoły, do której chcę się wybrać i muszę przyznać, że jestem zachwycona. Z tego co się dowiedziałam pani od geografii ubiera się niczym czarna wdowa, więc już wiem, kiedy będę zakładała swoje długie, czarne suknie. Dzisiaj przygotowałam shoeinspo (?) na wiosnę ( jest koniec kwietnia ale who cares) i szczerze mówiąc bardzo ciężko było mi wybrać, co o tej porze można nosić, ponieważ w ciągu tygodnia pogoda potrafi zmienić się o 180°. Sama ciągle chodzę w creepersach i 'martensach'. Kiedy widzę to wszystko, co umieściłam poniżej, zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo nienawidzę swojego gustu. Wszystkie te buty (poza creepersami, które mam) są okropnie drogie, z ubraniami jest identycznie, a w dodatku rzadko przypada mi cokolwiek do gustu, więc jestem zmuszona kupować jedynie przez internet.

spring shoes